header image
 

Marcus Vagraff

Bede dzisiaj na sesji. Bez obaw. Dzisiaj mam czas. Choc humor mam zjebany jak sto dwa, to jakos postraram sie go naprawic. Moze 5 redbullow wyypije, albo… nie wiem co zrobie jeszcze. Mozeci mnei oczekiwac na sesji dzisiaj. A jutro ewentualnie tez moze, ale… to jest wielkie ale;]

Cavallo

Jezeli mozecie dzisiaj tak okolo 19:30 to super. Widze, ze Szelestowi pasuje. Nie wiem jak reszta. Ja w kazdym razie bede czekal na #uroczysko.

Co do niedzieli to oczywiscie rozumiem, ze randka i pewnie nikt nie ma tego za zle. Poniewaz pierwsza sesja to w zasadzie preludium, to mozemy zalozyc, ze Marcus mial lepsze rzeczy do roboty niz spotkanie z Anthonym i jedzie jedynie pozostala dwojka.

Sobotnia sesja?(by szelest)

Dziś nie wyjechałem do Krakowa i jestem w domu. Jeśli macie czas, można pograć i dzisiaj - jestem do dyspozycji cały czas na gg.

Marcus Vagraff

Slyszalem coso tym, ze sesja ma byc w niedziele o 19.00 - nie wiem gdzie to widzialem, ale nie moge zalezc tej wiadomosci.

Chcialem Was poinformowac, ze w niedziele mam spotkanie wieczorem z osobka o 15.00, i nie jestem pewien, czy zdaze przyjsc na 19.00, czy w ogole zdaze przyjsc na sesje w nieddziele. Poczkajcie do godziny 20.15 na mnie, jesli nie przyjde, to zzacznijcie beze mnie, postaram sie jednak przyjsc. Ale nie obiecuje, ze bede, moge tez byc spozniony. Zalezy mi na sesji, ale nie az tak, by zawalic randke. Trzymajcie sie, jak cos, jestem pod gg, w celu dogadania szczegolow - 351028

Fenrir - Bob wstęp

To miasto od dawna mnie drażniło. Zapach tłoczących się w nim ludzi, natłok ich spojrzeń i intencji przytłaczał i odstręczał. Jedynie wataha mnie w nim trzymała, konieczność dbania o nich i walki o ich bezpieczeństwo. Nie było to jednak nasze miejsce, nie mieliśmy tu własnego terytorium. Zrzuceni na dno i traktowani jak cienie, nawet duchy się z nas śmiały! Już wcześniej miałem to powiedzieć naszej alfie, czas stąd ruszyć… gdzieś tam! – podniosłem spojrzałem przez okno, gdzie nad wysokimi budynkami miasta odcinały się dzikie grzbiety gór skalistych. – Tam jest nasze miejsce! Dzisiaj przedstawię wszystko Marcussowi jak tylko się pojawi.

Podniosłem do góry kartkę od Zee zamknąłem. Przed oczyma miałem tą dużą polanę, gdzie biegliśmy jak szaleni tropiąc jelenia. Pierwszego którego razem udało nam się znaleźć w lesie. Nasze serca biły jak szalone gdy dojrzeliśmy postać rączego, dzikiego zwierzęcia, które podniosło spojrzenie do góry i spojrzało w naszą stronę ochoczo przeżuwając trawę. Obaj przypadliśmy do drzew, nie mieliśmy więcej niż 13 lat. Wszędzie dookoła było czuć zapach wiosny, nasze oddechy były przyśpieszone a w oczach płonęła iskierka zwycięstwa! Wyskoczyliśmy zza drzewa na trzy wydając z siebie dzikie indiańskie okrzyki. Jeleń uciekł w popłochu omal nie gubiąc z przerażenia rogów. A my staliśmy i śmialiśmy się jeszcze długi czas.

W moich oczach pojawiła się iskra tęsknoty. Ponownie spojrzałem na tandetny krajobraz na obrazku. Szukając jakiegoś znaku rozpoznawczego… Tak, to tutaj się udamy – pokiwałem głową w zdecydowanym geście. Ponownie zamykając oczy przysunąłem kartkę do twarzy i skupiłem się na jej zapachu, szukając w nim choć cień zapachu Zee.

Marcus Vagraff

Marcus szedl chodnikiem, nie spotkal ani jednego przechodnia, jedynie przejazd kilku samochodow przerwalo jego przemyslania. Krople orzezwiajacego deszczu stukalo o plaszcz, wlasciwie nie wyrzadzajac zadnej szkody. Czul juz jak mokre wlosy przyklejaja sie do czaszki glowy, jak krople deszczu splywaja malymi strumykami pomiedzy faldy plaszcza, dogorywajac na rozgrzanym ciele gdzies pomiedzy klatka piersiowa i lopatkami. Buty staly sie juz z lekka przyciezkawe z racji pochlanianej wody, Marcus nawet nie zastanawial sie nad tym, nie przejmowal sie tym, jutro i tak beda suche. Nie zastanawial sie nad tym rowniez, ze minal go przechodzien w kapeluszu schowany pod parasolem, ktory chronil go przed deszczem. Nie zwrocil na niego uwagi. Lekkie zdziwienie i odwieczny przestrach przed obcym spowodowal, ze przechodzien minal go szerokim lukiem, wbijajac sie prosto pod rozprysk wody nadjezdzajacego auta z naprzeciwka. Marcus i tym sie nie przejal, mial duze wazniejsze sprawy, nad ktorymi sie tego glowil. Krople deszczu, ktory co raz bardziej sie nasilal, wybijaly tetno na szybach wystaw sklepowych, a krzyk duchow pogody poglebialy chmury.

Oczekiwal tego, czego duchem sie spodziewal, jednak nie mogl przewidziec. Wiedzial, ze cos nadchodzi, a on bedzie w centrum jak zwykle to bywalo. Nie bal sie tego, wiedzial, ze ma misje do spelnienia, zdalwal sobie sprawe, ze zycie pozostalych Odrzuconych musial ochronic, musial sprostac postawionych wobec niego wymaganiom, jako dowodca i lider grupy Wilkolakow, ladzacych pomiedzy betonowymi scianami sztuczego epitafium tego, czeogo oczekiwal juz od dawna. Nadzieje na zdobycie wlasnego terytorium co raz bardziej sie oddalaja, ale jednak cos go wola. Co to moze byc? To ten duch, ktory niedawno pozostawil na jego duszy marker? Mracus sie zastanawial… a chdonik juz sie skonczyl, nie zdawal sobie sprawy, ze wszedl na ulice, a krzyzowke na czerwonym swietle. Glosny klakson ruszajego auta wyrwal go z zamyslenia, ruszyl biegiem odruchowo unikajac hamujacego dodge’a. A nawet jesli znajdziemy odpowiednie miejsce na ulaskawienie ducha zwiazujac go w totemie? Przeciez nawet i tego nie potrafimy zrobic! Rugal sie w myslach, prawda, nie prawda. Nie nawidzil tego miasta, tych betonowych bezuczuciowych scian, halasu silnikow spalinowych, tych wszedobylskich ludzkich glosow. Wszedzie panowal zgielk i harmider, a najgorsze byly popoludniowe godziny, podczas ktorych wszyscy starali sie zdazyc na busy, a halas silnikow ciagle przerywany byl klaksonami. Nie mogl juz wytrzymac w tym miescie, musial gdzies si przeprowadzic, w jakiejs bardziej spokojne okolice. I jak tu urzeczywistnic marzenie o wlasnym terytorium? - pomyslal.

Wracal do domu, do wlasnego kacika, gdzie czekala pewnie juz na niego ciepla strawa. Zawsze przed posilkiem wieczornym musial przejsc ta sama droge, zbadac terytorium… jesliby moza bylo to nazwac terytorium. Ta sama ulica, ta sama trasa, niemal identyczny czas przejscia. Mijal je kazdego dnia o tej porze. Byl juz znudzony, zmeczony tym wszystkim, musialo nastapic jakies zdarzenie zmieniajac ten melancholijny byt miastowego zycia na bardziej zywotny. Zapytywal sie o to kazdego dnia o tej samej porze i podczas tej samej czynnosci. Musial sprawdzic czy cos obcego im nie grozi. Sprawdzil. Teraz czas do domu. Czas na odpoczynek. Czas na ponowne przemyslenia. Ale co to pomoze? Nic sie nie dzieje, stoimy w miejscu. Kazdy dzien zlewa sie z soba, jakby to byl jeden i ten sam. Potrzebujemy swiezego oddechu i swiezego miejsca. I to ja mialbym im zapewnic? Niby jak? Bez mobilizacji nic nie zrobimy. A do tego potrzeba calego stada, a nie tylko dowodcy.

Vancouver

Vancouver to trzecie co do wielkosci (po Toronto i Montrealu) kanadyjskie miasto. To centrum krajowej gospodarki charakteryzuje sie nie tylko piekna, miejska panorama, ale rowniez malowniczym, gorskim krajobrazem. Fakt, ze owo “kanadyjskie Hollywood” jest jednym z najwazniejszych miast portowych na Oceanie Spokojnym sprawil, ze znaczna ilosc mieszkancow to emigranci (zwlaszcza Chinczycy). Pol milionowa ludnosc miasta i jego nieograniczone mozliwosci sprawily, ze mieszka tu nad wyraz spora ilosc wampirow. Dla wilkolakow Vancouver oznacza klaustrofobie. Przeludnione, nowoczesne, przemyslowe miasto wcisniete ciasno miedzy wybrzeze, gory i rzeke Fraser pozostawia niewiele wolnej przestrzeni, ktorej tak bardzo potrzebuja stada Uratha. Mimo to wilkolaki nadal tu mieszkaja.

PBM? (Cavallo)

Masz racje. Gramy na IRC-u. PBM jest nieobowiazkowy i nie bedzie go za wiele. Owo mini-opowiadanie jest wprowadzeniem dla waszych postaci. Chcialem pokazac co sie z nimi dzieje i jakie watki sie przed nimi otwieraja. Marcus musi zadbac o swoje stado i uporac sie z odpowiedzialnoscia, zas reszta odgrzebuje fragmenty swojej przeszlosci. Ale jest to rodzaj intra, czy moze filmiku w grze video. Jedno jest pewne - w niedziele (na IRC-u) Roy musi spotkac sie z Anthonym. A chyba nie uda sie na spotkanie z nieznajomym Uratha sam? Zreszta mala wycieczka za miasto kazdemu z was dobrze zrobi. Do zobaczenia w McDonaldsie przy Chilliwack!

Aha, niedziela o 19 pasuje jak najbardziej.

szelest

To ma być PBEM? Wydawało mi się, że gramy nadal przez irc, a tylko część lub jakieś elementy są PBEM.

Jeśli idzie o mnie to w weekendy mogę grać tylko po 19 w niedziele. Mam tak jeszcze do maja - jak skończę studia, to będę już do dyspozycji.

Fenrir

Uzupełniłem moją postać o obrazki i opisy. Jak coś się nie zgadza to poprawcie.

Jak będziemy kontynuować poszczególne elementy historii z pbema? Gdzie pisać?

Anthony Stary Orzel

Stary Orzel (Lowcy w Ciemnosciach, prawdopodobnie Ithaeur)


Znany jako Anthony Keen, Orzel Anthony lub ostatnio Stary Orzel. Wiadomo, ze mieszkal wczesniej w Vancouver, podobnie jak w innych miejscach. Czesto sie przenosil i podrozowal. Twierdzi, ze jakis czas temu mial przyjemnosc poznac Thomasa Pinarda a nawet zawrzec z nim pewna znajomosc. Podobno zna miejsce jego pobytu, choc nie chce zdradzic go miejscowym Uratha. Jezeli jednak Thomas ma syna wilczej krwi, to wowczas Orzel zdradzi miejsce pobytu swego drucha, gdyz wierzy, ze robi to dla dobra ojca jak i samego syna.

Stary Orzel nie jest stary. Moze troche watly, ale jeszcze pelny sil. To elokwentny czlowiek, ktory niejedno widzial i wiele wie. Ma jednak reputacje osoby, ktora niechetnie dzieli sie swoja wiedza, gdyz uwaza, ze kazdy powinien sam dazyc do niej podazajac wlasnymi, przeznaczonymi mu drogami. Plotka glosi, ze nim zdradzi komus tajemnice lubi poddac go niezwykle trudnej probie.

Anthony bedzie czekal w McDonaldsie tuz przed zjazdem z Trans Canada Highway na Chilliwack. Jest to jakas godzina drogi z Vancouver. Moze troche dluzej. Punkt dziesiata.

Kiedy gramy? (Cavallo)

Mam wolny weekend. Pasuje mi sobota i niedziela. Chyba, ze mi cos wypadnie, ale sie nie spodziewam. Zreszta dam wczesniej znac. Godzina kazda. Nawet do pozna jest dla mnie ok. Czekam na propozycje. Nie musicie edytowac tego posta czy cos. Po prostu wrzuccie nowy post w kategorii “kiedy gramy”. Bedzie szybciej i wygodniej.

Tabelki MG

Marcus

PIERWOTNE INSTYNKTY: 1
HARMONIA 7
WOLA 4
ZDROWIE 7/9/11/10/7
OBRONA 2/2/3/2/2
INICJATYWA 4/4/5/6/6
SZYBKOŚĆ 9/10/13/16/14
PERCEPCJA 4/6/7/7/8

PRZEMIANA: 4 (Gauru 3 rundy, gdy polksiezyc 5)

Atuty: przywodca, medycyna naturalna, odpornosc (3), stary jezyk

Dary i rytualy:

Warning Growl (1SW, Presence + Intimidation + Glory vs Composure + Primal Urges; Defence +2, one scene)
Luna’s Dictum (1SW, Presence + Intimidation + Glory vs Composure + Primal Urges)
Scet beneath the Surface (1SW, Wits + Empaty + Purity vs Composure + Primal Urges)
The Right Words (+2 to social rolls)
Rite of Dedication

ATAK: 3 / 4 / 6 lub 7 / 5 / 3

***

Roy

PIERWOTNE INSTYNKTY: 1
HARMONIA 7
WOLA 4
ZDROWIE 7/9/11/10/7
OBRONA 2/2/3/2/2
INICJATYWA 9/9/10/11/11
SZYBKOŚĆ 11/12/15/18/16
PERCEPCJA 4/6/7/7/8

PRZEMIANA: 6 (Gauru 3 rundy, gdy ksiezyc w nowiu 5)

Atuty: zmysl kierunku, zagrozenia (+2), refleks (wliczone)

Dary i rytualy:

Wolf’s Blood Lure (mowa wilkow, +1 do testow spolecznych z nimi),
Sense Weakness (Inteligencja + Empatia + Madrosc, jedna slabosc na dzien),
Feet of Mist (1E, -1 do prob wytropienia, -3 przy punkcie SW)
Primal Howl (1E, Prezencja + Ekspresja + Czystosc vs Opanowanie, wywoluje szalenstwo, jezeli Opanowanie wieksze niz ilosc sukcesow moze dzialac normalnie),
Blending (Czujnosc +Skradanie + Przebieglosc vs Czujnosc + Opanowanie)

Rites of Dedication

ATAK: 7 / 8 / 11 lub 12 / 10 / 7

***

Szakal

PIERWOTNE INSTYNKTY 2
HARMONIA 7
WOLA 5
ZDROWIE 9/11/13/12/9
OBRONA 2/2/3/2/2
INICJATYWA 5/5/6/7/7
SZYBKOŚĆ 5/6/9/12/10
PERCEPCJA 6/8/9/9/10

PRZEMIANA: 9 (Gauru 6 rund, 8 gdy ksiezyc w pelni)

Atuty: wyczucie kierunku, jezyk indian (Nuu-chah-nulth, zwany Nootka lub T’aat’aaqsapa)

Dary i rytualy:

Warning growl (1SW, Prezencja+Zastraszanie+Chwala vs Opanowanie+Pierwotne Instynkty; +2 do Obrony)
Crusting blow (1SW, obrazenia ciezkie)
Speak with beast (Manipulacja+Zwierzeta+Czystosc)
Rytuał dedykacji
Rytuał pogrzebowy
Rytuał dzielonego tropu

ATAK: 6 / 7 / 10 / 9 / 7

Marcuss Vagraff

Dodalem obrazek. W razie czego popraw moje nieudolne proby.

Oraz uzupelnilem tego crafta. Nie bede juz kombinowal. Naprawa si przyda na pewno.

Wiec zostaje jak zostaje.

Kiedy gramy i jak gramy?

Cavallo

Mam dosyć tego miasta
Czerwono-czarnej mafii
Czy mnie rozumiesz Lolo
Czy wiesz co mnie trapi

Wreszcie lunelo. Od jakiegos czasu nad Vancouver zaczely gromadzic sie czarne chmury i duchy zapowiadajace sztorm. Dzis po poludniu niebo peklo i poblogoslawilo ulice miasta oczyszczajacym deszczem. Procesje parasoli suna chodnikami, choc z powodu chlodu wszyscy wydaja sie gdzies spieszyc i w koncu znikaja na dobre. Jest noc i swiatla srodmiescia istnieja podwakroc odbijajac sie w kaluzach, bedac swiadectwem istnienia archaicznego, autentycznego dualizmu. Miedzy budynkami daje sie slyszec wycie wiatru oraz nawolywania miejskich duchow. Marcus idzie.

Kroczy powoli, jakby spacerowal napawajac sie orzezwiajacym deszczem i zapachami nocy. Jego przeciwdeszczowy plaszcz jest rozpiety i powiewa na wietrze odslaniajac zloty amulet w ksztalcie wilczego lba. I choc wydaje sie zakochany w deszczu, w wietrze i mroku, to jednak szczerze nienawidzi miasta. Nie moze zniesc Vancouver.

Miasto z niego szydzi. Stal sie posmiewiskiem w oczach betonowych wiezowcow. Uliczne latarnie uwazaja go za kundla zas mijajace go samochody smieja sie z cicha. Tylko miejskie koty omijaja go szerokim lukiem czujac ostatnie resztki naleznego szacunku. Roy i Bob licza na niego. A co dostali w zamian? Nic. Ich wataha nie posiada swojego terytorium, zadnych wplywow i przestrzeni. Za to wplatali sie polityke miejscowych Uratha i stali sie zwyklymi pionkami na szachownicy miasta. Zaden szanujacy sie duch nie zechce nawet sluzyc za totem stada. Bo, spojrzmy prawdzie w oczy, co to za stado? Gdyby tak sie gdzies urwac, zaczac od nowa, na swoim. Gdzies bardzo, bardzo daleko…

***

But the lesson is lost there
And the smoke and the mind
That we are one flesh, one breath, one life
One blood

Szakal wszedl do srodka. Dom wydawal sie pusty i ciszy towarzyszyl jedynie miarowy szmer deszczu. Zdjal mokre buty i postawil je przy kaloryferze. Obok, na krzesle, powiesil skorzana kurtke. Krotkie sledztwo od razu dalo okreslone wyniki. Marcus jest na spacerze (nie ma jego plaszcza i butow; poza tym on nigdy nie opuszcza swoich obchodow, nawet w taka pogode) zas Roy spi na pietrze (stamtad dochodzilo ciche pochrapywanie). Szakal byl sam.

Indianin zaparzyl sobie herbaty i usiadl przed telewizorem. Wkrotce zaczal bezmyslnie gapic sie w ekran obserwujac malo interesujaca klotnie Rosa i Rachel, z ktorej wynikalo, ze ktores dopuscilo sie zdrady. Szakal nie mial pojecia ktore. Z braku innego zajecia zajal sie sortowaniem stosu listow, ktore lezaly pod drzwiami. Bank, bank, rachunek za kablowke, reklama pizzerii…

Ostatnia koperta byla niepozorna i przez to podejrzana. List byl do niego. Nadawce znal. Byl to jego stary kumpel. W zasadzie znajomy. Mieszkali kiedys po sasiedzku. Czego on ode mnie chce? W srodku znalazl nagryzmolony na kartce papieru krotki list. “Czolem, przyszlo jakis czas temu na twoj stary adres. Chyba od Zee, ale nie jestem pewien. Niepokojace. Rozumiesz cos z tego? Steve” Do listu dolaczona byla pocztowka przedstawiajaca jakis tandetny krajobrazik.

Szakal pomyslal o swoim przyjacielu i lzy naplynely mu do oczu. Zee byl dla niego jak starszy brat. Wciaz szczerze go kochal, choc nie widzieli sie od dobrych kilku lat. Praktycznie od “wypadku”. Gdzie sie podziewasz? - wyszeptal sam do siebie. Zauwazyl, ze jego serce bilo niesamowicie szybko. Rece drzaly. Powoli odwrocil pocztowke i przeczytal wiadomosc:

“Jestem w innym, lepszym miejscu. Czekam na ciebie. Z.”

Zadzwonil telefon.

***

Like my fathers come to pass
Seven years has gone so fast
Wake me up when september ends

Roy spal bardzo niespokojnie. Zmora przeszlosci siadala noca na jego piersi. Nie mogl wtedy swobodnie oddychac i strasznie sie pocil. Opowiadala mu rozne historie. O wiekszosci z nich nie chcial slyszec. Czasami przyjmowala postac jego matki, ktorej wcale dobrze nie pamietal. Ostatnio jednak w jego snach zaczal pojawiac sie ktos jeszcze.

On zyje? On zyje! - slyszal glos swego serca, ktory nioso oniryczne echo. Dlaczego? Jak? Skad? Przede wszystkim gdzie? On nic nie wie o tobie - tlumaczyla starszyzna. Chce go zobaczyc. Robimy co mozemy. Robili.

Odkad dowiedzial sie, ze jego ojciec byl Uratha zaczal odkopywac tajemnice swej przeszlosci. Grzebal w czarnej ziemi zamierzchlego czasu, w ktorej spoczywaly szczatki ludzi i wilkolakow. Ojca tam jednak nie znalazl. Jego staruszek rzeczywiscie najprawdopodobniej wciaz zyl i przypuszczalnie mial sie nie najgorzej. Tylko we snach odwiedzal go jakis dziwny, szary i milczacy. Zwykle majaki i fantazje. Przeciez wcale go nie znal.

Miejscowe Uratha przysiegaly, ze Thomas Pinard nic nie wiedzial o tym, ze ma syna. One zas nie mialy pojecia, gdzie tez Pinard moze sie podziewac. Wyjechal wraz ze swoim stadem z Vancouver dawno, dawno temu. Byc moze mieszka dalej w Kanadzie, moze w USA…

Sny stawaly sie coraz bardziej dzikie i czarne. Sylwetki zjaw pojawialy sie naprzemiennie. Matka, koledzy, pracodawcy. A moze byla to jedna zmora o wielu twarzach. Jednak zawsze na koncu byl on. Owa milczaca idée fixe, ktora nie dawala spokoju jego snom, o ktorej myslal za dnia. Ojciec.

Ze snu wyrwal Roya telefon. Chwile potem czyjes silne ramiona potrzasaly nim strzepujac resztki koszmaru na podloge. Szakal podal mu sluchawke.
- Patrick? - znajomy glos nalezal do Miejskiego Drapiezcy z Wladcow Burz - Chyba mam dobre wiesci. Wiemy gdzie jest twoj staruszek.

Patrick Roy (by szelest)

Patrick Roy

Patronat: Irakka

Plemię: Hunter in Darkness

Rola: zwiadowca

Cechy:

Inteligencja

2

Czujność

2

Determinacja

3

Siła

3

4

6

5

3

Zręczność

3

3

4

5

5

Wytrzymałość

2

3

4

4

3

Prezencja

2

Manipulacja

2

Opanowanie

2

Medycyna 4

Bijatyka 4 (Urshul)

Przetrwanie 3

Skradanie się 3

Wysportowanie 1

Empatia 2

Zastraszanie 3 (ludzie)

Zwierzęta 2 (wilki)

Wolf-blooded

Wyczucie zagrożenia

Wyczucie kierunku

Szybki refleks 2

  1. Wolf’s Blood Lure (mowa wilkow, +1 do testow spolecznych z nimi), Sense Weakness (Inteligencja + Empatia + Madrosc, jedna slabosc na dzien), Feet of Mist (1E, -1 do prob wytropienia, -3 przy punkcie SW)

  2. Primal Howl (1E, Prezencja + Ekspresja + Czystosc vs Opanowanie, wywoluje szalenstwo, jezeli Opanowanie wieksze niz ilosc sukcesow moze dzialac normalnie), Blending (Czujnosc +Skradanie + Przebieglosc vs Czujnosc + Opanowanie)

Rites of Dedication

Inicjatywa 7 7 8 9 9

Obrona 2

Pierwotne Instynkty 1

Szybkość 11 12 15 18 16

Zdrowie 7 9 11 10 7

PD 1

Wygląd:

Niezbyt wysoki, bardzo szczupły około 25 letni mężczyzna. Lekki zarost, rozczochrane włosy na wszystkie strony. Ubrany raczej niestarannie, w dość przybrudzone prawie szmaty. Niespecjalnie dba o swój wygląd, jak i jego stosunki z ludźmi. W ruchach widać pewną nerwowość, ciężko mu się skupić, żyje jakby w wiecznym ruchu.

Najczęściej przebywa w formach bliskich wilkom niż ludziom, w człowieka zmienia się wtedy kiedy jest to konieczne.

Charakter:

Patrick nie przepada za ludźmi, uważa ich za kombinatorów, kłamców oraz w pewien sposób słabeuszy. Woli odludne miejsca, nie przepada za zgiełkiem miasta i tłumem. Jednocześnie chce czuć się potrzebnym innym Uratha, których uważa za prawdziwych braci – i jest w stanie zrobić niemal wszystko by wspierać swoje stado. Uwielbia samotne wypady, ale i nie stroni od walki u boku swoich braci. Nie ma aspiracji bycia przywódcą, woli często słuchać rozkazu Alfy, i wścieka się kiedy nie jest chwalony. Ludzie nigdy go nie akceptowali ze względu na zbytnią odmienność, jednak kiedy trafił do stada poczuł się jak w prawdziwym domu. Jest również bardzo przepisowy jeśli idzie o zasady Uratha.

Historia:

Był wychowany w sierocińcu, od szóstego roku życia, był tak nadpobudliwy, że samotnie wychowująca go młoda matka nie mogła dać sobie z nim rady. Wciąż go coś skłaniało do ucieczek, samotnych podróży i wypadów poza dom. W sierocińcu trochę się uspokoił ale nie za bardzo. W końcu na jakiś czas zaraz po sierocińcu wylądował w wiezieniu za mocne pobicia nieraz z zaskoczenia. Odsiedział swoje, ale gdy dowiedział się, że w sierocińcu już nie jest jego dom wpadł w szał. To było przyczyną jego przemiany. Ludzie zaczęli go prześladować – policja na ulicach, myśliwi w lasach. Aż w końcu trafił do swoich – i poczuł się jak w domu. To jego dom, jego terytorium i nie pozwoli aby ktokolwiek je naruszył.

Cavallo

Marcus bardzo fajny. Tylko trzy “ale”. Pozbylem sie wloczni bo juz Fenrir pierwszy z ta wlocznia wyskoczyl. I chyba pasuje lepiej do indianina. Nie mozesz wybrac “Wyczucie niewidzialnego” bo to atut tylko dla smiertelnikow; masz wiec jeszcze 3 kropki na atuty. No i wciaz czekam na zdjecie postaci.

sprawdz teraz - dodalem obrazek, oraz dwa atuty, ale nie jestem pewien, czy akurat starczy te 3 punkty na te atuty - z pamieci strzelilem… Aha… zamiast produkcji wloczni, dalem produkcje mieczy…

Cavallo: dalem poziom 3 Iron Stamina, wiec nie musisz sie martwic o kary do rzutow wynikajace z ran; obrazek wywalilem, bo byla mowa o tym, ze nie gramy animkami; wywalilem tez miecz z tych samych powodow. Czekam na zdjecie.

Fenrir: Po pierwsze, proszę sprawdzić manipulację bo coś nie bardzo mi pasuje ;P…
Po drugie moje propozycje ilustracji do markusa:

http://www.sonypictures.com/movies/underworldevolution/site/media/downloads/wallpapers/full/uw_wallpapers_marcus_1280×1024.jpg

http://www.tlucretius.net/OTE/werwolf.jpg

Cavallo: wlasnie o cos takiego mi chodzi jak to pierwsze zdjecie. Normalne zdjecie. Nie wilkolaka, nie potwora tylko faceta jakiegos. Mnie sie podoba, ale czekam na ostateczna propozycje Gregora.

MARCUS VAGRAFF (Biala Plama)

ATRONAT: Elodoth

PLEMIE: Storm Lords

CECHYLuciusz

Strenght 2/3/5/4/2

Dexterity 2/2/3/4/4

Stamina 2/3/4/4/3

Presence 3

Manipulation 3/2/-/0/3

Composure 2

Intelligence 3

Wits 2

Resolve 2

Czytaj dalej ‘MARCUS VAGRAFF (Biala Plama)’

Cavallo

Kilka szczegolow:

1. Zaczyna mi sie klarowac przygoda. Jak zostalo to ustalone bedzie ona sie toczyc w okolicach kanadyjskich Rockies. Calosc jest juz prawie dopracowana.

2. Przypominam, ze postacie na starcie tworza stado. Nie posiadaja zadnego terytoriu ani totemu. Dopiero zaczynaja nowe zycie wilkolaka.

3. Pierwsza przygoda bedzie rodzajem preludium, czy, mowiac jezykiem seriali, pilotem. Bedzie miala miejsce w miescie, gdzie obecnie przebywa wataha, czyli w Vancouver (ok. 9 godzin drogi samochodem od Banff). Zakladam, ze Szakal przyjechal tam i osiadl, bo w miescie latwiej o prace. Reszta jest mniej lub bardziej tutejsza.

4. Beda pojawiac sie tutaj mini-opowiadanka w formie niemal PBM. Od was zalezy, czy chcecie to ciagnac i odpisac, czy moze nie. Nie jest to obowiazkowe. Pozwala to jedynie stworzyc nastroj, zaznaczyc pewne sprawy, zwlaszcza osobiste, na ktore moze nie byc czasu, pokazac uczucia postaci. Przydatne zwlaszcza na poczatku, gdy trzeba kazdemu z graczy to i owo wyjasnic. Dzis wieczorem pojawi sie cos dla Szakala, moze nawet dla Roya.

5. I na koniec jeszcze uwaga: postacie na starcie i darmowo mowia po angielsku i francusku. Moze nie czytuja Victora Hugo w oryginale, ale sie spokojnie dogadaja.

Bob (Szary Szakal) (by fenrir)

Jako człowiekBob (Szary Szakal)
—————————-
Patronat: RAHU
Plemię: Storm Lords

CECHY

Siła 3/4/6/5/3
Zręczność 2/2/3/4/3
Wytrzymałość 4/4/6/6/5

Prezencja 2
Manipulacja 1/0/-/-2/1
Opanowanie 3

Inteligencja 2
percepcja 3
Determinacja 2

UMIEJĘTNOŚCI:

Atletyka 2
Bójka 3 (gryzienie)
Skradanie się 2
Przetrwanie 3 (tropienie, schronienie)
Broń biała 3 (włócznie)

Zastraszenie 2
Zwierzęta 2
Rzemiosło 2
Śledztwo 2
Okultyzm 2
Medycyna 1

Dary:

Dary Dominacji: (Ostrzegające warknięcie) Warning growl (1SW, Prezencja+Zastraszanie+Chwala vs Opanowanie+Pierwotne Instynkty; +2 do Obrony)
Dary Siły: (Niszczący cios) Crusting blow (1SW, obrazenia ciezkie)
Dary Natury: (Przemówienie do bestii) Speak with beast (Manipulacja+Zwierzeta+Czystosc)

Rytuały 1
Rytuał dedykacji
Rytuał pogrzebowy
Rytuał dzielonego tropu

Sława
Honor 1
czystosc 2

Zalety
Wyczucie kierunku
Język (indian)

PIERWOTNE INSTYNKTY 2
ESENCJA 7
HARMONIA 7
ZDROWIE 9/11/13/12/9
WOLA 5
ROZMIAR 5/6/7/6/4
OBRONA 2
INICJATYWA 5/5/6/7/7
SZYBKOŚĆ 5/6/9/12/10
PERCEPCJA 6/8/9/9/10

——————-
Wyposażenie:
Zestaw ubrań: dzinsy, podkoszulek supermena, skórzana kurtka, (ewentualnie cos ciepłego jak gramy w zimie) oraz włócznia. Zestaw ciuchów jest jako jedno, włócznia jako drugie przypisanie.

Wygląd
Wyraźne rysy czerwonoskórego, nie wyróżniająca się postura… Ma dziwny charakter bycia, jest jakby odrobinkę zdziczały. Ubrany na codzień w znoszone ubrania, niedopasowa i łatane - obecnie powycierana skórzana kurtka, koszulka supermena i powycierane i połatane dżinsy. Nie jest jednak jak obdartus, ubiera się wygodnie i ciepło. Nieodłączna jest jego włócznia i nóż z kości jakiegoś zwierzaka. Uważany jest za miejscowego dziwaka i ludzie od niego stronią. Nie zmienia to faktu, że za michę strawy wspaniale opowiada historie o duchach i potworach.
Na ogół nie lubi wpychać się w dyskusje, chyba że chodzi o sprawy indian albo duchy ich uważa za ciekawszych rozmówców i ciekawe tematy.
Nielubi ludzi, szczególnie bogaczy wykupujących lasy. Razem z jego braćmi krwi z Storm Lordsów przyjmuje ciche podszepty mrocznego Wendigo, którego duch szaleje po okolicznych lasach i nastawiony jest do nich agresywnie.  Jako wilk przypomina wilka kanadyjskiego.

Historia:
Urodzony w rezerwacie, od dzieciństwa nielubiany i agresywny, zawsze wychudzony i o “źle” patrzących oczach. Żył na marginesie, jedynie wuj go szanował i uczył starych indiańskich tradycji. Ledwo skończył podstawowe szkoły ze słabymi wynikami i opuścił rodzinne strony szukając dla siebie miejsca. Wtedy nadszedł czas przemiany:
Był wtedy na bezdrożach, chłód i głód doskwierał, coś w nim narastało, ciężko było mu to określić inaczej jak głód. Wreszcie gdy nie mógł spać przez świecący księżyc w pełni wyszedł z namiotu i coś się z nim stało, zamienił się w bestię i rzucił się na łowy, wytropił i zabił jelenia, po czym go zjadł. To było straszne a za razem cudowne! Przemienił się pierwszy raz, sam na pustkowiu, gdzieś w środku tajgi, stał się samotnym wędrowcem nie potrafiącym zrozumieć swojego daru, wiele razy zamieniał się i polował, nie kontrolując tego.
Przez długi czas był sam i błąkał się po świecie aż trafił na Storm Lordsów w okolicy, przyjęli go i pokazali co to zaufanie, honor i duma. Od tamtego czasu zaaklimatyzował się, odnalazł swoją watahę i prawdziwych przyjaciół, odda teraz za nich życie.

Wątki:
Bob ma brat krwi, jeszcze z dzieciństwa, nie mówi o tym nikomu, bowiem jego najlepszy przyjaciel i jedyny powiernik poza wujem został zwykłym zabójcą, zabił i został osadzony. Jednak coś się stało w więzieniu i uciekł. Co Bob zrobi, gdy pojawi się jego kompan z lat młodości - poszukiwany o ile nie odmieniony w jakiś sposób ciężko powiedzieć ;P…

Zalety: Tropienie, przetrwanie, zdolności sprawnościowe, rzemiosło, walka bronią białą.

Wady: Nieufność nowej technologii, porywczość i wybujała duma, nieufność wobec ludzi (brak zdolności wiedzowych, poza legendami i baśniami).