Po walce (Cavallo)
Byla polnoc. Sierp swiecil wysoko na niebie, choc gwiazd nie bylo wcale widac. Niebo bylo pochmurne i zapowiadalo zmiane pogody. Na szczescie polnocny wiatr nie byl w stanie wedrzec sie tak gleboko miedzy drzewa i tylko wyl z cicha ponad ich glowami.
Roy czul sie dobrze. Mimo, ze przyjal na siebie pocisk sporego kalibru, to rana goila sie dobrze i bez powiklan. Gorzej wygladal Marcus, ktoremu Szakal wyszarpal kawal ciala na karku. Wygladalo na to, ze regeneracja zajmie mu co najmniej trzy kwadranse.
Indianin wlasnie odzyskal przytomnosc. Byl niemal nagi nie liczac strzepow roznego rodzaju prowizorycznych opatrunkow bedacych kawalkami szmat i ubran, ktore tamowaly krwawienie. Spod wiekszosci z nich saczyl sie zapach ziol i masci, ktorymi potraktowal go Marcus. Wiekszosc zadrapan zagoi sie wkrotce. Niestety pewne rany pozostana. Bol biodra przypominal o postrzale zas piekace niemilosiernie udo bylo swiadectwem zebow Roya.
(Mechanika: Szakal ma cztery rany krytyczne. Kazda z nich zagoi sie w przeciagu trzech dni o ile Marcu bedzie kontynuowal swoja terapie)
- Wszystko sie tutaj popierdolilo - powiedzial Jack Quassi, kiedy przyjal ludzka forme. Po jego ranach nie bylo nawet sladu - I nie chodzi mi o to tutaj. Raczej o moja watahe i wogole wszystko wokol…
- Wynosmy sie stad - spojrzal na przybite wlocznia do ziemi zwloki mezczyzny. Brakowalo mu ramienia i polowy klatki piersiowej. Jego glowa zwisala na kilku zaledwie strzepach skory - Jego widok przyprawia mnie o mdlosci. Myslicie, ze ci ludzie przyszli polowac na wilki? Nie, oni przyszli upolowac samego diabla…
(Mechanika: mozecie odzyskac dwie strzelby; atak z przerzutem dziewiatek; obrazenia 4 + wyrzucone sukcesy; magazynek 5; zasieg: 20/40/80; waga: 3 (tylko Marcus ma -1 gdy strzela w formie czlowieka); do tego w sumie macie piec pociskow.)



Napisz odpowiedź
Musisz być zalogowany aby móc dodać komentarz.