Gramy w niedziele w wilka? Ktos sie pisze?
Nastepna sesja? (Cavallo)
•maj 8, 2008 • Komentarzy: 10Wierze, ze macie jeszcze ochote. Niedziela? Z mojej strony przygotowania ida pelna para – mapki, zdjecia, BN-i, fabula itd. Mam nadzieje, ze w koncu sie uda. Mam do was tylko dwie prosby:
1. Szelest – podeslij mi te swoje porawione Dary w koncu.
2 Ktokolwiek – test OpenRpg, kolo soboty pewnie; chetni prosze bardzo (BARDZO) o zglaszanie sie.
Co do OpenRPG to wpadlem na pomysl z serii “dla ambitnych”. Mozna sobie stworzyc serie aliasow, czyli nickow, ktore sa zawsze pod reka i zmienia sie je jednym klikiem myszy kolo czata. Glownie dla MG ktorzy chca zmienic nick przy odgrywaniu BN-ow. Co wy na to by miec pod reka takie nicki jak: Szakal, Szakal (dalu), Szakal (gauru) itd. Chyba warte wyprobowania.
Rygorystyczne zasady walki (Cavallo)
•maj 5, 2008 • 1 komentarz1. Inicjatywa losowana jest przed sesja i z gory okreslona. Czyli nawet jezeli powiesz, ze atakujesz moze sie okazac, ze przeciwnik zdazy zareagowac wczesniej.
2. Narrator oddaje kolejke kazdemu z graczy po kolei zwracajac sie do niego. Nie wolno przerywac innym graczom albo wchodzic w slowo podczas nie swojej kolejki. Wszystkie deklaracje poza kolejka sa ignorowane.
3. Gracz uzgadnia pule kosci z Narratorem; inni gracze maja prawo veta (w stylu: zapomniales o -2 za rany!); nieuzgodnione rzuty moga byc uznane za niewazne, choc oblany test bedzie niemal zawsze uznany za obowiazujacy.
4. Wszystkie rzuty wykonane niewlasciwa pula kosci sa ignorowane, niezaleznie od wyniku i musza byc wykonane ponownie.
5. Gracz ma do wyboru bieg z pelna Szybkoscia lub z polowa Szybkosci i dodatkowa akcja.
6. Wszystkie deklaracje uznawane sa za akcje, chyba, ze zasady mowia inaczej (akcja jest “reflexive”). Tj. “rozgladam sie uwaznie wokol” albo “Nasluchuje uwaznie” sa akcjami i zajmuja kolejke, ale dostarczaja pewnych informacji.
7. Oczywiscie nie sa traktowane jak akcje kiedy sa tylko czescia opisu, jak: “Rozgladam sie uwaznie wokol, ale, ze nie widze nigdzie nadchodzacego przeciwnika staram sie sprawdzic, dlaczego latarka wysiadla” albo sa pytaniem do Narratora: “- Jest ktos wokol? – Nie; – OK, staram sie sprawdzic co jest nie tak z ta latarka”
Po walce (Cavallo)
•maj 5, 2008 • SkomentujByla polnoc. Sierp swiecil wysoko na niebie, choc gwiazd nie bylo wcale widac. Niebo bylo pochmurne i zapowiadalo zmiane pogody. Na szczescie polnocny wiatr nie byl w stanie wedrzec sie tak gleboko miedzy drzewa i tylko wyl z cicha ponad ich glowami.
Roy czul sie dobrze. Mimo, ze przyjal na siebie pocisk sporego kalibru, to rana goila sie dobrze i bez powiklan. Gorzej wygladal Marcus, ktoremu Szakal wyszarpal kawal ciala na karku. Wygladalo na to, ze regeneracja zajmie mu co najmniej trzy kwadranse.
Indianin wlasnie odzyskal przytomnosc. Byl niemal nagi nie liczac strzepow roznego rodzaju prowizorycznych opatrunkow bedacych kawalkami szmat i ubran, ktore tamowaly krwawienie. Spod wiekszosci z nich saczyl sie zapach ziol i masci, ktorymi potraktowal go Marcus. Wiekszosc zadrapan zagoi sie wkrotce. Niestety pewne rany pozostana. Bol biodra przypominal o postrzale zas piekace niemilosiernie udo bylo swiadectwem zebow Roya.
(Mechanika: Szakal ma cztery rany krytyczne. Kazda z nich zagoi sie w przeciagu trzech dni o ile Marcu bedzie kontynuowal swoja terapie)
- Wszystko sie tutaj popierdolilo – powiedzial Jack Quassi, kiedy przyjal ludzka forme. Po jego ranach nie bylo nawet sladu – I nie chodzi mi o to tutaj. Raczej o moja watahe i wogole wszystko wokol…
- Wynosmy sie stad – spojrzal na przybite wlocznia do ziemi zwloki mezczyzny. Brakowalo mu ramienia i polowy klatki piersiowej. Jego glowa zwisala na kilku zaledwie strzepach skory – Jego widok przyprawia mnie o mdlosci. Myslicie, ze ci ludzie przyszli polowac na wilki? Nie, oni przyszli upolowac samego diabla…
(Mechanika: mozecie odzyskac dwie strzelby; atak z przerzutem dziewiatek; obrazenia 4 + wyrzucone sukcesy; magazynek 5; zasieg: 20/40/80; waga: 3 (tylko Marcus ma -1 gdy strzela w formie czlowieka); do tego w sumie macie piec pociskow.)

OpenRPG (Cavallo)
•maj 3, 2008 • Komentarzy: 4OpenRPG ma jedna zalete: nie trzeba sie laczyc bezposrednio, tylko wystarczy przez server. Zalozylem pokoj na serwerze o wdziecznym tytule “Digital Elysium”. Haslo takie jak do bloga. Zobaczcie co wykombinowalem. Napiszcie, czy sie na to piszecie.

Na razie mysle nad zasadami ruchu i wychodzi, ze najlepiej zrobic tak:
a) ruszasz sie o tyle pol, ile wynosi twoja cecha Szybkosc; albo
b) ruszasz sie o polowe Szybkosci (zaokraglajac w dol) i mozesz wykonac jeszcze jedna akcje
Dary Roya (Cavallo)
•maj 3, 2008 • SkomentujSzelest, prosze popraw te dary, bo ja staram sie rozgryzc o co tobie chodzilo z nimi i nie moge do tego dojsc. Strasznie namieszane. Podeslij po prostu kategorie i level jaki chcesz miec, np Dominacji 2, Stealth 2 itp.
Kontynuacja drugiej sesji (Cavallo)
•maj 1, 2008 • Komentarzy: 12Ja niestety nie jestem poblogoslawiony wolnym pierwszym maja, ale mam wolne w sobote, niedziele i poniedzialek! Sesja standardowo, czyli kiedy komu pasuje. Moze nawet dwie. Odzywajcie sie.
PS. Czy ktos wie jak odblokowac port? Ja robilem zgodnie z instrukcja ale nic z tego nie wyszlo
Moze ktos z was ma zewnetrzne IP by zalozyc gre na gametable?
Kiedy druga sesja? (Cavallo)
•kwiecień 24, 2008 • Komentarzy: 11Mnie pasuje w teorii sobota i niedziela, ale znajac zycie, jako, ze bede po wyplacie to moze w sobote cos mi wypasc, wiec zaklepuje niedziele. Co wy na to?
Aha, pamietajcie, ze do soboty macie czas na rozpisanie jakiegos dodatkowego ekwipunku czy zrobienie specjalnych przygotowan do podrozy. Potem bedzie za pozno.
Wlocznia Szakala
•kwiecień 24, 2008 • Komentarzy: 5Atak: Sila + Bron biala + 3
(10/11/13/-/-)
Gwarantuje +1 do obrony jezeli przeciwnik trzymany jest na dystans.
Rzut: Zrecznosc + Wysportowanie + 3
Zasieg (test):
Hishu: – 6m (7) – 12m (5) – 24m (3)
Dalu: – 8m (7) – 16m (5) – 32m (3)
Gauru: – 14m (8 ) – 28m (6) – 56m (4)
Marcus Vagraff
•kwiecień 23, 2008 • Komentarzy: 7W cieniach lasu, pomiedzy pniami i krzakami, nie zostawiajac wlasciwie zadnych sladow biegnal czarny wilk z biala plama na karku. Slina na wargach znaczyla zmeczenie w jego organizmie. Miesnie nog pracowaly na najwyzszych obrotach, kazdy z nich mial zadanie do wykonania, kazde sciegno musialo zapracowac na nagrode, na odpoczynek, ktory juz niedlugo mial sie zjawic. Postac kluczyla pomiedzy drzewami, uciekala przed napastnikiem. Dwoch konnych mysliwych ze strzelbami urzadzilo sobie polowanie na jednego wilka. Mlody wilk wiedzial co ma zrobic, musial najpierw ich doprowadzic na miejsce zasadzki, gdzie czekali na niego jego kompani. On jednak nie byl samotnym i bezbronnym wilkiem w tych lasach. Jeszcze kilkadziesiat metrow bieganiny i dotrze do miejsca, do ktorego mial doprowadzic czesc konnych, ktorzy ruszyli za nim. Mial ich sprowadzic tutaj, tylko kilku, reszta na pewno ucieknie jak uslyszy co sie stalo ze zwiadowcami. Jeszcze kilka metrow…
Zza drzew wynurzyla sie ogromna postac wilka, wygladajacego jak tygrys,takiego wilko jeszcze nie widzial mysliwy. Rownie szybkiego co pantera i rownie niebezpiecznego. Zareagowal szybko, obrocil konia w bok, omijajac drzewo z boku, zaslaniajac sie przed nadbiegajacym szarym wilkiem. Nie widzial, ze wilk nie da za wygrana, nie wiedzial tego, ze wilk jest szybszy od niego, ze moze byc szybszy od klusujacego pomiedzy drzewami konia. Pomylil sie jednak. Poczul sie jak w windzie, ktora nagle sie zatrzymala na polpietrze, kon zarzal, a siedzisko umknelo mu spod ciala. Chwile potem mokra od rosy ciemna zielen sciolki lesnej przywitala go spieszacego na jej spotkanie. Poczul uklucie na czole uderzajac w galaz. Przerazliwe rzenie jego wierzchowca nagle zamilklo, ciekla lepka ciecz chlusnela na niego. Probowal dopasc karabinu, ktory upadl kolo niego, siegnal po niego. Ale to wlasciwie tylko gest, w jednej juz nastepnej chwili reke szarpnal napastnik, wgryzajacy sie w ramie jak w gabke. Mysliwy stal sie zwierzyna, nie wiedzial juz co robic, w jednej chwili stracil wierzchowca i za kolejna chwilke mial stracic zycie? Schwycil sie jedynej szansy ulatniajacej sie z jego mozgu… ucieczki.
Jego partner tylko spojrzal jak zza drzewa wybiega na nadbiegajego towarzysza ogromny szary wilk, ktory nastepnie wgryzl sie w peciny wierzchowca. Probowal zatrzymac konia, nie zdajac sobie sprawy, ze tak nagla zmiany deyzcji moze spowodowac, ze kon go moze zrzucic. Nie stalo sie jednak tak, wlasciwie nie musialo. Katem oka dostrzegl sylwetke nastepnego wilka, ktory wypadl z krzakow kilka metrow od niego, juz byl w powietrzu. Z przerazeniem na twarzy zaslonil sie rekami, zmieniajac miejsce na siedzisku. Kon nie zaczal nawet wierzgac, kiedy srebrzyste zeby wilka wbily sie w przedramiona jedzca. Zaczal krzyczec, kiedy wilk zaczal szarpac z sila wyrywajac go z siodla. Upadl na ziemie, nie obchodzilo to juz w ogole, patrzyl w oczy bestii, w ciemne slepia bialego wilka, podobnego wielkoscia do niedzwiedzia. Kiedy zrenice bestii zwezyly sie, a z pyska wydobyl sie warkot, juz wiedzial, ze pozostalo mu tylko kilka sekund zycia. Nie slyszal krzykow towarzysza, we wlasnej glowie slyszal wlasne, przerazenie i strach przed smiercia. Odtretwienie przyszlo szybko, nie czul juz nic, bol minal, a cieplo rozchodzace sie po ciele zbawiaco przyjal jako nagrode za dobre sprawowanie sie. To bylo jak lekarstwo, jak cos, co juz dawno mial przyjac, ale nigdy go jeszcze nie spotkalo. To nie bylo straszne. To bylo dobre uczucie, nie czul bolu, nie czul troski. Zobaczyl tunel i swiatlo na jego koncu… podazyl tam.
Bestie szybko rozprawily sie z jezdzcami. Czarny wilk dolaczyl do pozostalych. Zawarczal na bestie… odeszli w spokoju, wydobywajac ze swych gardel piesn pozegnalna. Tak sie nie musialo skonczyc, ale sie skonczylo. Dzien wczesniej, przypominal sobie Biala Plama, ludzie przyszli do ich lasu, na ich teren, zaczeli polowac na ich zwierzyne i zaczeli wyrywac znaki ostrzegawcze. A przeciez juz wszyscy w okol znaja te lasy, to w nich znowu legenda ozyla, dzikie bestie widziane nocami, ktore pokazywaly sie od czasu do czasu rowniez w dzien, ogromne wilki rozmiarow niedzwiedzi. Ludzie sie martwili, ze to diabel, ktory po nich przyszedl, najpierw dzika zwierzyna a potem oni. Przestraszyli sie i wynajeli najemnikow. Oni mieli wszystko zalatwic. Ale nie zdawali sobie sprawy jednak, ze zadzieraja z Wilkolakami, ze starozytna legenda, mowiaca o wilkach w ludzkiej skorze. Powiedziano im, ze ogromne bestie poluja w lasach, straszac wszystkich, a sa tak ogromne, ze trudno o nich powiedziec, ze sa wilkami, a raczej potworami. Mysliwi mieli tylko jedno w glowie, upolowac te legendarne zwierzeta i zdobyc slawe i pieniadze za sprzedaz ich futer. Nie zdawali sobie jednak sprawy, ze mysliwi stana sie ofiara. Biala Plama zadecydowal o tym, by zabic tylko niewielu, tak niewielu, by reszta mogla uciec w przerazeniu, rozglaszajac, ze bestia zwyciezyla, ze lasy sa ich wlasnoscia. Zabojstwo tych dwoje bylo koniecznoscia, krokiem majacym na celu ochrone pozostalych. Nie chcial sie stac potworem, czyhajacym na kolejnych ludzi, zabijajacym bez zastanowienia, nie chcial rozlewu krwi, chcial jedynie ochronic tych ludzi, a juz na pewno nie chcial, by ci ludzie rozpoznawali w nim bestie. Niestety stalo sie, zamordowali dwoje mysliwych, ale to nie nasza wina – przekonywal siebie. Dostali wyrazne ostrzezenia, by nie wchodzic na ich terytorium. A moze po prostu strach przed smiercia ich tu doprowadzil? A wiec i spotkali smierc. Dobrze, ze pozostali nie przyszli za nimi. Smiertelne krzyki konajacych towarzyszy i umykajacy wierzchowiec, przerazony i zmeczony na pewno da im odpowiednie przeswiadczenie o tym, co tu sie stalo. I tak mialo byc. Tak mialo byc caly czas…
Pocztowka (Cavallo)
•kwiecień 23, 2008 • SkomentujWidok na Trans Canadian Highway. Okolica zupelnie nijaka.
Jestem w innym, lepszym miejscu. Czekam na ciebie. Z.

Ale gdzie?
Kartka typowa dla kogos, kto sie ukrywa, ucieka. Nikt go nie namierzy, znie zgadnie, gdzie jest. Nawet ty.
Zapachy… Pocztowka przeszla przez rece wielu ludzi, ale byla wczesniej w kopercie, wiec obce zapachy sa przytlumione. Czujesz bardzo wyraznie zapach swojego starego sasiada, ktory ci owa kartke podeslal spod twojego poprzedniego mieszkania. I cos jeszcze. Slabo, niewyraznie. Tak, to moze byc On. To na pewno jest Z!
Szary Szakal
•kwiecień 22, 2008 • 1 komentarzA mnie dalej niepokoi ta widokówka, miałem dostać więcej info na stronie, jednak nie dostałem. Chciałbym wiedzieć coś o zapachach się na niej znajdujących, co w ogóle przedstawia itp.
Co się tyczy podróży to ja sugeruje wyskrobać miedźiaków na busa albo ruszyć na łapach – samoloty są dla bogaczy.
Wyznania Anthony’ego (Cavallo)
•kwiecień 22, 2008 • SkomentujCzęściej patrzę się na wschód
Bo tam zima najdziksza
Bóg ma swój zimowy stół
A karły jeżdżą w rikszach
- Spojrzcie – Anthony rozlozyl serie map na masce samochodu; za zrodlo swiatla sluzyla spora, podrozna latarka – Na zachodzie Kolumbia Brytyjska i nasze ulubione Vancouver. Tak, ja na prawde lubie to miasto, wierzcie lub nie. Niezla pogoda, fajna atmosfera… ale wracajac do tematu.

Poludniowa granice Kolumbii Brytyjskiej i Alberty stanowia Gory Skaliste. Widzicie Calgary? Czekajcei, mam lepsza mape…

Zaraz kolo Calgary jest Banff. To niewielkie turystyczne miasto otoczone roznego rodzaju parkami narodowymi. Mowie wam, raj dla wilkolakow. Masa przestrzeni, piekne widoki, czyste powietrze. To tam przeniosl sie twoj ojciec wraz ze swoja Wataha Ksiezycowej Piesni. Kiedy go ostatni raz widzialem byl caly i zdrowy. Niestety nie moge podac wam dokladnej lokalizacji, ale radze popytac w Banff albo poszukac w okolicznych lasach. Na pewno natraficie na slad Uratha, gdyz wataha znaczy okolice runami.
Tak czy inaczej czeka was caly dzien autostrada. Ale w okolicy jest lotnisko, wiec mozecie w ten sposob. Choc wy chyba nalezycie do tych, co lubia biegac. To bedzie pewnie z kilka dni… stad… az tutaj. Z zachodu na wschod. Mityczny wschod. Czy to nie tam, wedlug wyznawcow krzyza, mial lezec Eden? Teraz jednak w raju zaczyna sie zima. Ubierzcie sie cieplo.
—
Od MG: Zanim wyruszycie mozecie oczywiscie zrobic to i owo. Na przyklad:
- dopytac Starego Orla o cos lub inne wilkolaki z Vancouver
- poszukac jakichs informacji
- zebrac ekwipunek (odpada jezeli podrozujecie jako wilki)
Lub jeszcze cos innego.
Polowanie… (by szelest)
•kwiecień 21, 2008 • Komentarzy: 718 miesięcy temu, leśne okolice Vancouver.
Jest mi cholernie ciężko. To już trzeci dzień odkąd uciekam. Wysłano za mną kilkunastu ludzi, uzbrojonych niemal po zęby. Ale to wciąż zwykli ludzie, mimo że pewni swojej broni. Ja mam coś lepszego – kły i pazury. Mają jednak szanse, póki są w grupie – ale to się zmienia. Rozdzielają się by pokryć jak największy teren. Mimo tego nadal są pewni, że to oni są łowcami – a tak naprawdę to ja na nich poluje. Już pięciu zginęło. Sami są sobie winni. Są tak uparci.
Wszystko tak naprawdę zaczęło się zaraz po moim wyjściu z mojej klatki – nazywali to więzieniem. Trafiłem tam na tak zwaną resocjalizację. Twierdzili, że ze mną jest coś nie tak.
Już w sierocińcu byłem nerwowy. Trafiłem tam, przez moją matkę – nie mogła ze mną sobie dać rady. Była sama, bez ojca, którego nie znałem. Zawsze byłem nerwowy. Inni ludzie tylko mnie denerwowali . Byli dwulicowi – a ja byłem szczery, i zawsze od nich lepszy, szybszy, sprawniejszy – a nazbyt często chcieli, żebym im to udowadniał. Jeden, nie mógł wytrzymać tempa i zginął. Za to trafiłem do więzienia. Ale i to przeżyłem. Po czasie, który miał mi zapewnić resocjalizacje okazało się, że nie mam dokąd wracać. To był właśnie początek tego szaleństwa. Nie wiem co dokładnie spowodowało to, że zacząłem się zmieniać. Zaczęło mną rzucać po całej ulicy aż wpadłem pod samochód. Ludzie, którzy byli świadkiem, nie wiedzieli co tak naprawdę się dzieje. Ja też nie. Raz byłem człowiekiem, raz potworem, raz wilkiem – i tak w kółko. Podczas tych przemian niszczyłem wszystko co było wokół, samochody, ludzi, a nawet budynki. W końcu pojawili się oni, ludzie z bronią. Uciekłem do lasu – a oni tu przyszli zaraz za moim śladem. Ich strata. Gdyby wiedzieli w co się pakują…
Słysze następnego. Zbliża się. Czuje jego smród, fetor spoconego, przestraszonego człowieka, kurczowo trzymającego strzelbę. Na jego nieszczęście potrafię już kontrolować swoje przemiany. Kolejna ofiara tej nocy – ofiara, która myśli, że jest myśliwym. Chciałbym, żeby to się wreszcie skończyło. A oni są tak bardzo uparci.
Mapki – Gametable? (Cavallo)
•kwiecień 21, 2008 • SkomentujSzelest podsunal mi taki program – Gametable. Maksymalnie prosty w obsludze i jezeli mowie maksymalnie to mam na mysli absolutny “basic”. Ale sa mapki, heksy i mozna rysowac schematy. Nie gramy w DnD wiec chyba nic nam wiecej nie trzeba. Oczywiscie kosci sa, ale nie da sie naliczac sukcesow automatycznie, trzeba to robic patrzac na wyniki. To tylko taki minus maly. Jezeli jestescie zainteresowani to trzeba najpierw zrobic jakis test polaczenia czy uda mi sie postawic serwer bo wiecei jak to bywa z tymi portami i tak dalej. Aha, programu nie trzeba nawet instalowac, wiec nie zasmieci wam kompa. Jezeli ktos chce zrobic jakis test to zachecam, mozemy sie umowic i zobaczyc jak to dziala.
Marcus Vagraff
•kwiecień 20, 2008 • SkomentujDo sesji przystapilem dosc sceptycznie ze wzgledu na to, ze wieczor wczesniej z tymi samymi graczami przeszedlem szok moralny. A ze wzgledu na to, ze prowadze ALFE w stadzie, to moglo spowodowac, ze niestety zostane pogrziony przez stado. Ale musze zadowolony z sesji, bo nie dosc, ze sesja byla bardzo fajna, to i gracze staneli na wysokosci zadania i pomogli MG poprowadzic sesje na takim stopniu, by kazdy z nas byl rownie zadowolony. Czasami wystarczy odrobine checi… Ale tak czy siak i tak bylo widac, ze gracze byli uprzedzeni w stosunku do mnie, na szczescie tylko na pocatku sesji Wilka.
Rozpoczelo sie dosc niewinnie, proby slowne w wykonaniu graczy, no i oczywiscie proby opisowe. Poszlo jako tako. MG stworzyl ciekawa fabule, choc dosc prosta, to gracze podlapali temat i od razu wzielismy sie za fabule.
Ciekawe bylyb dialogi, a raczej proby monologu w stylu: “Czekam na alfe”. Tu musze przyznac, trzeba jakos lepiej to odegrac. Nie wiem, moze braklo pomyslu na lepszy komentarz, ale mimo wszsytko… Czy ja sie tylko czepiam? Pytanie retoryczne.
Nasz zespol byl w miare dobrze zgrany, pomimo, ze wczesniej nigdy nie gralismy z soba, szczegolnie ja nie gralem z pozostalymi (nie liczac ostatniej sesji z szelestem, ktorego ciagle wywalalo z lacza, inaczej mowiac, nie bylo go), to sesja wyszla na zgrana ekipe, gdzie kazdy wiedzial co ma robic i jak wykoac swoja prace. Kazdy bawil sie bardzo dobrze, tak wioskuje z komentarzy juz po sesji. A wiec licze, ze i Alfa odgrywana przeze mnie zdala egzamin. Poczulismy klimat nakreslony przez MG, a opisy byly tak wystarczajace, by kazdy z graczy nie pytal dalej co gdzie i jak.
Dodalem troche urokowi mojej postaci dajac kilka efektow specjalnych niewizualnych;] Mam nadzieje, ze moj entuzjazm co do odgrywania i jego odwzorowaniu w postaci opinii graczy nie byl przewsadzony i gracze nie klamali w tej sprawie. Chcialbym rowniez uslyszec opinie zewnetrzne (graczy i samego MG) w sprawie mojej postaci.
Co do fabuly nie bede nic pisal, bo jak na razie nic nie wiem – ot zwykle polowanie, choc musze stwierdzic, ze “condition” wymagane przez NPC mnie troche zdziwilo. Zas rozmowa z NPC byla calkiem calkiem przyjemna;] No i stado stanelo przy mnie, dajac do zrozumienia, ze sie zgadza. Tak na prawde gracze mysla?
Mapki? (Cavallo)
•kwiecień 20, 2008 • SkomentujJedyne co mi sie nie podoba ciagle to brak mozliwosci rysowania mapek. Po prostu w tej formie gry nie da sie wszystkiego opisac. Wielokrotnie mielismy do czynienia z sytuacja, kiedy gracze (lub jeden z graczy) mnie zle zrozumial i nadinterpretowal sobie cos. Nie mowie, ze to zle. Po prostu w sytuacjach taktycznych komunikacja szwankuje. Macie moze jakis pomysl?
Ja osobiscie nie znalazlem zadnego zadowalajacego mnie programu do gry. Owszem, istnieje spory wybor, ale sa to programy platne i w wiekszosci specjalizujace sie w d20. Oczywiscie zaraz wszyscy mysla o OpenRPG, ale jest to program strasznie toporny.
Zreszta nie musi to byc zaden program tylko jakis pomysl. Mysle, ze sesja nabralaby rumiencow gdybysmy mogli zobaczyc jak wyglada okolica czy wnetrze budynku, chocby schematycznie.
Sesja 1 – Polowanie
•kwiecień 20, 2008 • SkomentujBohaterowie opuszczaja miasto by w postaci wilkow udac sie na maly spacer. W zasadzie nie taki maly, gdyz podroz zajmuje im cale popoludnie. O dziesiatej maja spotkac sie z niejakim Anthonym zwanym Starym Orlem, ktory to ma jakies wiesci dotyczace Thomasa Pinarda, ojca Roya. Miejscem spotkania jest McDonalds przy glownej autostradzie z Vancouver, przy zjezdzie na Chilliwack.
Wilki przybywaja wczesniej. Spotkanie poprzedza maly rekonesans. Wkrotce pojawia sie Anthony. Od razu nie podoba sie on graczom. Nowy Peugeot, perfumy i hamburgery – to nie styl zycia, ktory przystoi Uratha.
Anthony wiezie bohaterow w las, gdzie pokazuje im krwawa ofiare z krolikow, ktora zlozyl duchowi. Zasady sa proste: gracze musza odnalezc ducha i pokonac go. Nie wolno im go jednak zabijac, gdyz jest to jedynie test ich zdolnosci i zgrania. Jezeli go przejda Stary Orzel powie im, gdzie obecnie przebywa ojciec Roya.
Lowy przebiegaja bez przeszkod, gdyz krwawy trop jest swierzy. Wkrotce natrafiaja na kolejna ofiare ducha – martwego, wybebeszonego lisa. Wilki robia sie ostrozniejsze. Wkrotce sa blisko ofiary. Kiedy tylko Plama zostaje sam duch wykorzystuje sytuacje i atakuje.

Wywiazuje sie krotka walka, w ktorej nikt nie zdobywa przewagi. Szakal (w formie Gauru) pojawia sie znikad i lapie ducha, ktory niespodziewanie sie dematerializuje w towarzyszacej temu krwawej eksplozji. Jedno jest pewne: jezeli chca go schwytac musza pozbawic go Esencji, inaczej bedzie powtarzal owa sztuczke.
Duch podaza dalej szukajac kolejnych ofiar. Juz wie, ze wilkolaki sa dla niego zbyt silne. Podazajac jego tropem Utartha trafiaja na asfaltowa droge do Chilliwack. Podejrzenie, ze duch zmierza do miasta budzi poploch i gniew wsrod stada, ktore przyspiesza. Slychac krzy kobiety. Wkrotce odnajduje slad ducha wiodacy do…

Wataha przyspiesza. Jakis mezczyzna lezy w kaluzy krwi. Znajduja ducha na tylach. Roy stara sie uzyc daru by wybadac jego slabosc, ale brak doswiadczenia daje sie we znaki (oblal test!). Szakal w postaci Urshul dopada przeciwnika i wgryza sie w niego rzucajac jak szmaciana lalka (piec sukcesow!). Plama, ktory wczesniej wskoczyl na dach, zeskakuje miazdzac przeciwnika (2 sukcesy). Koniec walki. Materialna forma ducha zostala zniszczona. Bohaterowie oblali test Anthony’ego probujac ratowac zycie ewentualnych ofiar.
Bohaterowie wsciekli wracaja do Anthony’ego. Roy rzada wyjasnien w sprawie swojego ojca. Stary Orzel nie jest zachwycony ich postawa oraz tym, ze oblali jego maly “test”, ale mimo wszystko podzieli sie swoja wiedza. Przyznaje, ze szlachetna postawa bohaterow zrobila na nim wrazenie.
Dzisiaj!(fenrir)
•kwiecień 19, 2008 • SkomentujNiebo się już mi na głowę zwaliło, przeżyłem, więc dzisiaj wieczorem jestem, no chyba że niebo znowu się podniesie, ale raczej nikłe na to szanse, więc dzisiaj mi pasuje!

